|
|
|
|
ZESPÓŁ SZKOLNO-PRZEDSZKOLNY Nr 8
w Tomaszowie Maz.
|
|
|
|
"Nie jest ważne abyś był lepszy od innych, ważne jest, abyś był lepszy od samego siebie z dnia wczorajszego."
Mahatma Gandhi

|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
WYCIECZKI rok szkolny

2018/20172017/20162016/20152015/2014
2014/20132013/20122012/20112011/2010
2010/20092009/20082008/20072007/2006


JURAPARK - Bałtów

   12 maja klasy 5 z wychowawcami M. Saktura, A. Słotwińska oraz panią M. Kamińską wyjechały do JuraParku w Bałtowie. Rozpoczęliśmy spływem tratwami, którymi dopłynęliśmy do parku. Po parku oprowadziła nas pani przewodnik, od której dzieci dowiedziały się wiele interesujących rzeczy nt. dinozaurów. Po obiedzie oryginaly amerykański Schoolbus zawiózł nas na lekcję muzealną "W poszukiwaniu zaginionego czasu" na której pani prowadząca wyjaśniła skąd wzięły się rózne skamieniałości sprzed milionów lat. Po lekcji tym samym oryginalym amerykańskim Schoolbusem zwiedzaliśmy zwierzyniec. Schoolbus wjeżdżał przez automatycznie otwierające się bramy na kolejne wielkie pastwiska położone w górzystym terenie. W Schoolbusie była z nami pani przewodnik, która przez mikrofon opowiadała o zwierzyńcu. Widzieliśy mnóstwo ciekawych zwierzą z całego świata, które nie żyją dziko w Polsce. To był górny zwierzyniec. Po powrocie zwiedziliśmy dolny zwierzyniec. Spacerując pomiędzy klatkami, stawem, zagrodami można było obejrzeć różne zwierzęta, podobnie jak w ZOO. Oczywiście dzieci jednogłośnie powiedziały, że najbardziej podbał im się zwierzyniec. Oryginaly amerykański Schoolbus nie zrobił na nich wrażenia.


POMORZE - śladami Kopernika i Krzyżaków

    Dnia 27 kwietnia 2009r. klasa IIIA pod niezawodną opieką męskiego trio: kierownik wycieczki Pan Marcin Saktura, oraz p. Maciej Saktura i ks. Marek Okoń, wyruszyła na podbój Pomorza. Rozentuzjazmowani, nie tylko wycieczką, ale i napisanymi pomyślnie egzaminami, zapakowaliśmy się do autokaru i wyjechaliśmy z Białobrzegów. Obyło się bez łzawych pożegnań ze strony rodziców, jedynie ksiądz proboszcz życzył nam udanej zabawy.
    Naszym pierwszym przystankiem był Toruń. Zwiedziliśmy spichrze, mury obronne, bramy, baszty - sprawdziliśmy swoje sumienia pod Krzywą Wieżą, zatrzymaliśmy się koło domu Mikołaja Kopernika, weszliśmy 50m na wieże w Katedrze Świętojańskiej (św. Jana Chrzciciela i św. Jana Ewangelisty) gdzie znajduje się największy średniowieczny dzwon w Polsce (7238 kg, 2,76 m wysokości, 2,17 m średnicy), a na Ratuszu Staromiejskim dotknęliśmy żab na fontannie, ażeby powróć do Torunia raz jeszcze.
Widok z wieży w Katedrze
Przy pomniku z żabkami

Spichrze, mury, ...

    Wieczorem, w Stegnie gdzie nocowaliśmy, nadal pełni zapału wędrowca, ruszyliśmy na podbój polskiego morza - 1km. Stwierdziliśmy, że nadal jest, słone, zimne i po horyzont. Długo wpatrywaliśmy się w czerwono-fioletowy zachód, odprowadzając wzrokiem znikające słońce. Po tak wspaniałej uczcie duchowej, wpadliśmy na diabelski plan zakopania jednego z opiekunów (czyt. ks. Marka O.).
No comments
Miało być równo

I tradycyjnie ...

    Następnego dnia, po sytym śniadaniu, zapakowaliśmy się do autokaru i pomknęliśmy do Fromborka. Głównymi atrakcjami była Wieża Wodna z XIVw, Muzeum Mikołaja Kopernika, planetarium i katedra. Wieża okazała się doskonałym tarasem widokowym, muzeum - wiadomo, a planetarium... cóż, odkryliśmy inne zastosowanie niż tylko obserwacja konstelacji. Natomiast podczas zwiedzania katedry Wniebowzięcia NMP
i św. Andrzeja trafiliśmy na przepiękny koncert organowy - szkoda, że krótki.
Znowu widok z wieży

My z Mikołajem Kopernikiem
Wzgórze katedralne

    Po południu, ku wielkiej uciesze wszystkich miłośników historii i nie tylko, znaleźliśmy się w twierdzy Zakonu Krzyżackiego - Zamek Malbork. Przemiła pani przewodnik oprowadziła nas po głównych siedzibach zakonników, w tym samego Mistrza Zakonu. Zwiedziliśmy kuchnie, kotłownie (jedną z pierwszych w Polsce) i zrujnowany kościół. Następnie mieliśmy godzinną przerwę w programie, podczas której obeszliśmy cały zamek dookoła, aby jeszcze lepiej uświadomić sobie jego wielkość i potęgę. O 21.00 na zamku rozpoczął się pokaz KRZYŻEM I MIECZEM ŚWIATŁO I DŹWIĘK. Wysłuchaliśmy historii zamku, a wspaniałe efekty świetlne powodowały gęsią skórkę i uwydatniały jego wspaniałość. Późnym wieczorem dotarliśmy na miejsce i wyczerpani poszliśmy spać. Przynajmniej część z nas.
Widok na zamek
My z krzyżakami
Zamek wewnątrz
    Rankiem, trzeciego dnia, każdy z nas obudził się o czwartej rano z ambitnym zamiarem ujrzenia wschodu słońca. Męska kadra obliczyła czas wchodu i na wpół śpiących zaprowadziła nas nad plażę. A natura, jak to natura, zrobiła nam psikusa - słońce stało już na niebie. Może innym razem nam się uda? Po śniadaniu i spakowaniu się, pojechaliśmy do Gdańska. Czekało tam na nas gorące powietrze i niesamowity przewodnik, który zapadł w pamięć jako „Rumcajs”. Pokazał nam to piękne miasto portowe jako bogate, wolne miasto Gdańsk, które ma swoją tradycję i swoich bohaterów. Od kościoła św. Barbary poprzez całe mnóstwo ciekawostek do pomnika Neptuna. Każdy z nas będzie pamiętał jak wygląda sklepienie żebrowe, które z własnych ciał całą grupą utworzyliśmy na podłodze Bazyliki Mariackiej zwanej „koroną miasta Gdańska” (kościół WNMP). I mimo, że zmęczenie dawało nam się we znaki, Gdańsk zwiedziliśmy. Potem pojechaliśmy do oceanarium w Gdyni, gdzie oczom naszym ukazał się podwodny świat w całej swojej okazałości.
Bazylika - na tę wieżę już nie wchodziliśmy
Znowu my i przewodnik

Symbol Gdańska

    Niestety, wszystko co dobre kończy się szybko. Ale co przeżyliśmy i widzieliśmy na swojej ostatniej szkolnej wycieczce - tego nie zapomnimy!


Kino Włókniarz

Uczniowie klas 1-3 obejrzeli film „Wyprawa na księżyc”,
Klasa 5a - "Garfield: festyn humoru" - podsumowanie akcji "Zachowaj Trzeźwy Umysł",
klasa 5b – “High school musical”,
klasy gimnazjalne - “Świadectwo”,
klasy II i III Gimnazjum - „Popiełuszko”.


Teatr

   13 lutego uczniowie klas 5a i 5b obejrzeli sztukę w teatrze Arlekin w Łodzi
pt. „Arlekin w tarapatach”.


   4 grudnia 2008 r. klasy II a, II b obejrzały spektakl pt. „Czerwony Kapturek” w teatrze „Arlekin” w Łodzi.


   16 grudnia 2008 r. klasy IV a, VI b obejrzały spektakl pt. „ Opowieść wigilijna” w teatrze „Pinokio” w Łodzi.



Dinopark

   3 grudnia 2008 r. uczniowie klas III a i b wraz z wychowawczyniami wychowawczyniami: p. E. Wojciechowską i D. Meto bawili się na imprezie mikołajkowej w Parku Jurajsko – Botanicznym w Kołacinku.


   17 grudnia 2008 r. uczniowie klas I a, I b, IV a, IV b odwiedzili krainę Św. Mikołaja w Dinoparku, w Kołacinku.


BIESZCZADY I LWÓW

   W dniach 9 – 12 września 2008 r. uczniowie klas IIA ; IIIA i IIIB gimnazjum Zespołu Szkół nr 8 w Tomaszowie Maz. uczestniczyli w wycieczce w Bieszczady i do Lwowa. A oto sprawozdanie z wycieczki.

Rozliczenie wycieczki

Dzień pierwszy:
   Punkt 7.13, po łzawym pożegnaniu, wyściskaniu i wycałowaniu przez swoich Rodzicielów (co w klasie trzeciej gimnazjum już chyba trochę nie przystoi) wyruszyliśmy daleko w świat. A dokładniej 341 kilometrów od rodzimego Tomaszowa, początkowo do Sanoka. W Sanoku mieliśmy przyjemność zwiedzić w dwóch grupach skansen, przedstawiający budownictwo i styl życia Bojków, Łemków, Pogórzan i Dolinian. Jedną z ciekawszych budowli była cerkiew, w której akurat trwały prace remontowe ... ... oraz budynek dawnej szkoły, w której mieliśmy okazję podziwiać dawne pomoce naukowe, tablice, liczydło. Największe emocje wzbudziły małe ławki uczniowskie, w których z ledwością się zmieściliśmy by wysłuchać kilku słów przewodnika. Wczesnym wieczorem, lekko zmęczeni, dotarliśmy na ranczo Wołkowyja, naszego lokum na najbliższe cztery dni. Większość z nas była zadowolona z warunków panujących dookoła, a największe łakomczuchy chwaliły w niebogłosy posiłki.

Cerkiew w skansenie
w Sanoku


Ikonostas w cerkwi
w skansenie w Sanoku



Wiek XIX szkoła w skansenie w Sanoku


Dzień drugi:
   Pachnące śniadanie około godziny 8, potem powrót do pokoju, gdzie każdy z nas założył wygodne buty, wziął sweter, tabliczkę czekolady i butelkę wody. Pan przewodnik już na nas czekał. Szybko zapakowaliśmy się do autokaru i pojechaliśmy do miejscowości Wołosate, skąd rozpoczęliśmy wspinaczkę na najwyższy szczyt Bieszczad - Tarnicę (1346 m n.p.m.). Było bardzo ciężko, jednak większość z nas poradziła sobie nie tylko ze stromymi podejściami, ale też z wyczerpującym tempem przewodnika i upalną pogodą. Było warto. Na szczycie rozciągał się piękny widok, którego żadne opisy oddać nie mogą. Zrobiliśmy sobie wszyscy pamiątkowe zdjęcie, po czym wyczerpani zjedliśmy drugie śniadanie. Potem czekało nas jeszcze trzygodzinne męczące zejście. Dumni z siebie, jednak bardzo zmordowani, wróciliśmy na ranczo i szybko poszliśmy spać, ponieważ następnego dnia ...

Przed kapliczką
w Bieszczadzkim Parku Narodowym



W oddali cel naszej wyprawy Tarnica 1346 m npm.


Na najwyższym szczycie polskich Bieszczad - Tarnicy 1346 m npm.

Dzień trzeci:
   Z wielkim trudem otwieraliśmy oczy. Na zegarkach była godzina 5.00, za oknem już się rozjaśniało, a my zaspani, kołysani chybotaniem autokaru na zakrętach odsypialiśmy noc. Jednak w powietrzu czuć było podekscytowanie- jedziemy przecież na Ukrainę! Około godziny 8.30 znaleźliśmy się na granicy. Każdy z nas wyjął swój paszport i poddał się uważnym oględzinom polskiego celnika. Zabrano nam paszporty i zweryfikowano ich autentyczność, po czym zwrócono je nam. Nie na długo. Po jakimś czasie (niestety dość długim) pojawił się ukraiński celnik, znów pozbawiając nas paszportów. Postawiono w nich pieczątkę przekraczania granicy i już mogliśmy jechać dalej. Cała procedura trwała około półtorej godziny, ale nie miało to dla nas żadnego znaczenia. Na razie mieliśmy mnóstwo cierpliwości. Zaskoczył nas widok ukraińskich zabudowań wiejskich. W porównaniu z naszymi wsiami, przedstawiały się one dużo bardziej żałośnie. W końcu pan przewodnik oznajmił nam, że jesteśmy we Lwowie. Ucieszeni i podekscytowani wyglądaliśmy z okien autokaru. Mieliśmy na to bardzo dużo czasu, ponieważ poruszanie się po mieście było żmudnym zajęciem. Dookoła nas trwały roboty drogowe, a samochodów było zbyt dużo. W końcu dojechaliśmy na cmentarz Łyczakowski, założony w 1786 r. Widzieliśmy między innymi grób Marii Konopnickiej, Seweryna Goszczyńskiego i Juliana Ordona. Wysłuchaliśmy burzliwej historii cmentarza Orląt Polskich i zadumaliśmy się nad losem naszych rodaków, którzy zginęli dla Ojczyzny. Niestety, kiedy wróciliśmy do autokaru rozpadał się deszcz. Ulice Lwowa tonęły w strugach deszczu, a my z posępnymi minami czekaliśmy na poprawę. Niestety tego dnia nie miało się już poprawić. Z mocnym postanowieniem nie dania zepsuć sobie wycieczki, ruszyliśmy na podbój miasta. Pędem pognaliśmy pod pobliskie drzewa, gdzie wysłuchaliśmy o budownictwie kamienic. Otóż każdy z budynków miał tylko trzy okna wychodzące na ulicę. Dlaczego? Ponieważ podatek od mieszkania płacono właśnie od liczby okien. Następnie pognaliśmy przed siebie co chwilę przystając i oglądając co ciekawsze budynki. Zatrzymaliśmy się na chwilę przy pomniku Krystyny Feldman uwiecznionej w roli Nikifora, gdzie każdy z nas dotknął jej nosa i wystawionego w górę palca. Według legendy dzięki tym gusłom miał zostać zesłany na nas nadzwyczajny talent. W końcu niebo rozpogodziło się na tyle, abyśmy mogli mieć chwilę czasu dla siebie. Szczodrzy nauczyciele dali nam pół godziny na kupienie pamiątek i najlepszej ukraińskiej czekolady. Potem wróciliśmy do autokaru, gdzie zmarznięci i zmęczeni powoli zapadliśmy w drzemkę. Na granicy spędziliśmy dwie godziny. Celnicy musieli sprawdzić czy nie przewozimy nielegalnie nieoclonych towarów i czy mamy paszporty. Po kolejnym podbiciu dokumentów i kontroli służb polskich, mogliśmy wracać na ranczo. Na zegarkach była godzina 22.30.

Przed grobem Marii Konopnickiej na cmentarzu Łyczakowskim



Na cmentarzu Orląt Lwowskich


Pomnik Krystyny Feldman we Lwowie


Dzień czwarty:
   Wyrozumiali nauczyciele obudzili nas dopiero o 8. Zjedliśmy ostatnie, pyszne śniadanie, zapakowaliśmy swoje bagaże i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Około godziny 9.30 byliśmy już nad jeziorem Solińskim- ostatnią atrakcją wycieczki. Godzinny, malowniczy rejs oczarował nas do reszty. Piękne zielone wzgórza nad Soliną, były dokładnie takie, jakie powinny być- wysokie, barwne, nasycone zielenią. Potem była już tylko długa jazda autobusem i fajerwerki na niebie, kiedy zajechaliśmy pod szkołę.

Wejście na statek „Tramp”


W trakcie rejsu po zalewie Solińskim


Zielone wzgórza nad Soliną

|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|



"Ideały są jak gwiazdy. Nie można do nich dojść, ale można się nimi kierować."
George Bernard Show

Opiekun strony - Maciej Saktura